FESTIWAL FILMOWY "KinoPozaKinem FILMOWA GÓRA 2011"


O polskich filmach w Berlinie
Inne festiwale

Informacje o polskich filmach na Berlinale pojawiły się w zagranicznych mediach. O polskich produkcjach dyskutuje się na Twitterze, Facebooku i forach internetowych, a także na łamach poczytnych gazet branżowych. - "Świteź

Świteź (2010)
(0,00) głosów: 0
Miniaturka zdjęcia z filmu: Świteź
reż.: Kamil Polak

"Świteź" jest adaptacją romantycznej ballady Adama Mickiewicza pod tym samym tytułem, filmem...
moja ocena:
pokazuje, że nie trzeba tworzyć w technologii 3D, aby zrobić niesamowity film - pisze dziennikarka Maria Wiesner na swoim Twitterze. 

Na swoim twitterowym profilu film Kamila Polaka poleca także Instytut Animacji w Ludwigsburgu. - "Świteź" to przepięknie zrealizowany film animowany, z dobrze dopasowaną muzyką i przede wszystkim wzruszająca historia - pisze z kolei David Kirsch. Tuż po berlińskiej premierze filmu "Sala samobójców pojawiła się recenzja filmu w magazynie Variety autorstwa Alissy Simon, która na łamach tego pisma oceniała takie polskie tytuły jak "Erratum", "Cudowne lato", "Chrzest", "Wszystko co kocham", "Dom zły" czy "Różyczkę". Recenzentka podkreśla sprawność reżysera i scenarzysty filmu, jednak jej zdaniem twórcy pierwszego polskiego spojrzenia na kulturę emo są za bardzo zapatrzeni w "Hamleta" i nie potrafili stworzyć bohatera, którego mógłby polubić widz.

W opozycji do założeń prezentowanych przez tekst Alissy Simon wydają się być niemieccy recenzenci. Beatrice Behn z magazynu "Kino Zeit" pisze, iż film Jana Komasy jest udaną mieszanką stylu "Mechanicznej pomarańczy" rozgrywającej się w cyberprzestrzeni, z odrobiną "Matrixa" i francuskiego filmu "8. Wonderland".

Till Claassen w swoim tekście dla magazynu "Schönschrift" tak natomiast opisuje film Komasy: - (...) Historia mogła się potoczyć w kierunku stereotypowego filmu o cyberprzestrzeni. Ale zespołowi zgromadzonemu wokół reżysera Jana Komasy udało się zrobić bardzo dobrze wyważony i refleksyjny film. Rodziców Dominika - wiecznie zestresowaną panią kierownik obracającą się w świecie mody i pracownika ministerstwa żyjącego pod presją kryzysu finansowego - poznajemy jako parę snobów o ciągle niezaspokojonych ambicjach, którzy odpowiedzialność za wychowanie swojego syna powierzają gosposi, kierowcy, elitarnej szkole, a w końcu także terapeutom. Ich bezradność i arogancja nie są jednak sztuczne, sami są uwikłani w świat swoich kolegów z pracy. Wybór na tło rozgrywającej się akcji filmu świata mody i atmosfery kryzysu finansowego, którego nieodzowne słownictwo towarzyszy nam od kilku lat, okazał się bardzo trafny, gdyż pozwolił przedstawić rodziców bohatera jako reprezentantów współczesnego społeczeństwa.

Sporym powodzeniem na 61. Berlinale cieszy się film Doroty Kędzierzawskiej "Jutro będzie lepiej, prezentowany w sekcji Generation Kplus. - Dwóch małych chłopców o jasnych włosach przesiaduje bezczynnie na ławce w hali dworcowej w rosyjskim miasteczku, znajdują niedopałka papierosa, palą, mimo że nie mają więcej niż sześć i dziesięć lat. Dołącza do nich trzeci chłopiec, snują wspólnie plany. Wkrótce siedzą już we trójkę na dachu pociągu, w drodze po przygodę. Wasia, najstarszy, i Pietia, mały blondynek to bracia. Gdzie lub kim są ich rodzice, nie wiemy. Sprawiają wrażenie, jakby zawsze żyli na ulicy. Chłopcy zdobywają trochę chleba, na przyjęciu weselnym dostają wódkę i kilka rubli. Długo ich podróż wydaje się przegrana i bezcelowa. Ale pozornie. Ponieważ trójka bohaterów chce uciec za granicę, do Polski - gdzie czeka na nich może piękniejsze życie.

Film jest również oceniany przez dziecięce jury i to głównie najmłodsi piszą najciekawsze recenzje obrazu. Podczas trwających w ramach berlińskiego festiwalu warsztatów dla młodych krytyków jeden z uczestników, 15-letni Nico Palesch przeprowadził wywiad z polską reżyserką, a także zamieścił recenzję "Jutro będzie lepiej" na blogu warsztatów. - Nadzieja na lepsze jutro dodaje trzem małym chłopcom bez rodziny otuchy przy podejmowaniu decyzji o odbyciu długiej podróży z Rosji do granicy Polski. Widzowie mogą towarzyszyć chłopcom w tej drodze i napatrzeć się na wyrazisty krajobraz dzięki szczegółowym ujęciom. Wspaniała gra świateł, piękne kolory, a także prawdziwi ludzie tworzą harmonijny obraz. Obserwacyjne zbliżenia oraz wspaniała gra aktorów pozwalają widzowi obcować ze światem wrażeń i myśli bohaterów. Jak również przekonać się, że głośny śmiech może pomóc innym i skłonić ich także do śmiechu - pisze Palesch.

Jak pisze jeden z recenzentów filmu "Made in Poland Przemysława Wojcieszka , Pytanie o problemy dręczące ludzi żyjących w postkomunistycznych krajach Europy Wschodniej ponad dwadzieścia lat od upadku tamtejszych dyktatur pada w różnych filmach prezentowanych w tym roku na Forum (...) "Fuck Off". Te słowa wytatuowane na czole przez młodego człowieka mają jednoznaczną wymowę. Boguś w pewnym momencie poczuł, że ma wszystkiego dosyć i niszczy łomem kilka samochodów. Ale jego rebelia skierowana przeciwko mieszczaństwu i wygodzie wypala się już na początku: nie znajduje on bowiem nikogo, kto chciałby razem z nim realizować te zamierzenia, za to ściąga sobie na kark kilku lokalnych gangsterów. Reżyser Przemysław Wojcieszek adaptował na potrzeby nowego filmu "Made in Poland" swoją bardzo wysoko cenioną sztukę teatralną pod tym samym tytułem i stworzył przy pomocy dzikich czarno-białych zdjęć groteskową parabolę na szukających sensu życia młodych Polaków - pisze Lars Penning na łamach magazynu "Tip Berlin".

Obszerną recenzję filmu Przemysława Wojcieszka pod prowokacyjnym tytułem "Jeszcze Polska nie zginęła" zamieszcza także magazyn kulturalny "Titel". Recenzująca film Lida Bach tak pisze o bohaterach filmu:

- Głównym bohaterem filmu jest młody człowiek, w którego przypadku użycie określenia "angry young man" byłoby eufemizmem. Jednak społeczeństwu przedstawionemu w filmie "Made in Poland" z pogranicza groteski i filmu eksperymentalnego, który reprezentuje Europę Wschodnią na Forum Berlinale, nie dolega agresja lecz letarg (...). Ulubionym celem Bogusia są szyby samochodów. Kto obejrzał film "Made in Poland" z pewnością szybko nie zaparkuje swojego samochodu po drugiej stronie granicy. Tytuły poprzednich filmów niezależnego twórcy filmowego pozwalają przypuszczać, że reżyser przeżywał emocje podobne do emocji swojego głównego bohatera: "Kill´em all", "Louder than Bombs", "A Perfect Afternoon" (przypuszczalnie z czymś, co jest głośniejsze niż bomby i wszystkich zabija). Jeżeli tak, to reżyser filmu "Made in Poland", będącego adaptacją kinową jego sztuki teatralnej pod tym samym tytułem, nauczył się zmieniać sposób myślenia. Wojcieszek nie wali w ręczną kamerę lecz na niej polega. Jej szorstkiej optyki nie można chyba - jak wynika z komentarza Wojcieszka - ominąć (...). Czarno-białe jest też spojrzenie na świat niemal wszystkich bohaterów filmu - zarówno pod względem pozytywnym, jak i negatywnym (...). "Made in Poland" kryje w sobie znacznie silniejszą krytykę społeczną niż może się to pozornie wydawać. Boguś uczepił się pomysłu rewolucji, mimo że nie ma pojęcia jak i po co miałby ją prowadzić. "Możemy wiele osiągnąć", zapowiada potencjalnemu uczestnikowi. Ale co mieliby osiągnąć, tego nie wyjaśnia (...). Ta szorstka groteska, jaką jest "Made in Poland", nie kończy się jednak w różowych religijnych kolorach. Tytuł końcowy wyraźnie mówi, że czasem trzeba wcześniej zamknąć drzwi, zanim nastąpi gorzki koniec: "The Apokalypse will not be televised".

61. Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Berlinie potrwa do 20 lutego.

Filmowa Góra za www.stopklatka.pl

 

Od 2010 roku Filmowa Góra nominuje do Nagrody Polskiego Kina Niezależnego im. Jana Machulskiego


Wspiera nas:


Współorganizatorzy FG:





Wyszukiwarka

Odwiedziny


Wczoraj : 356