FESTIWAL FILMOWY "KinoPozaKinem FILMOWA GÓRA 2011"


"Kręci nas Zebra" czyli 20 lat Studia Filmowego Zebra
Z kraju
 W tym roku przypada okrągła, dwudziesta już, rocznica istnienia Studia Filmowego "Zebra". Z tej też okazji wydana została okolicznościowa publikacja pod redakcją znanego krytyka i dziennikarza filmowego Konrada J. Zarębskiego pt. "Kręci nas Zebra". O książce śmiało można powiedzieć, że jest niezwykle przystępnym i przydatnym kompendium wiedzy na temat historii filmowego przedsiębiorstwa, które w geopolitycznych realiach "nowej" Polski stało się przedsięwzięciem niejako pionierskim.

Nie licząc wstępu redaktora Zarębskiego, "Kręci nas Zebra" otwiera wymieniana przez Juliusza Machulskiego - obok Jacka Bromskiego oraz Jacka Moczydłowskiego jednego z założycieli Studia - lista osób, które pojawiły się na pierwszym organizacyjnym spotkaniu "Zebry". Byli to: Machulski, Bromski, Marek Koterski, Andrzej Czarnecki, Tomasz Lengren, Tomasz Szatkowski, Tomasz Wiszniewski, Ryszard Zatorski, Bogusław Linda, Bogdan Górski, Krzysztof Tchórzewski, Dorota Kędzierzawska, Piotr Mikucki, Dominik Wieczorkowski, Jarosław Żamojda, Ewaryst Iżewski, Leszek Rybarczyk, Waldemar Szarek, Marek Walaszek, Mariusz Treliński, Adam Ustynowicz, Jerzy Matula i Jacek Szmidt.


Spis ten pokazuje jak młodym (poza Moczydłowskim, który już wtedy miał 50 lat) był powstający Zespół Filmowy. Wtedy był to jeszcze Zespół, ale już wkrótce, po roku 1989, "Zebra" stała się pierwszym w Polsce pełniącym rolę producenta Studiem. Zresztą o początkach tej drogi najlepiej mówią sami zainteresowani. Książka Zarębskiego jest bowiem zapisem kilku rozmów przeprowadzonych w związku ze zbliżającym się jubileuszem. Sam autor w pierwszym rozdziale rozmawia z panami Machulskim, Bromskim i Moczydłowskim, którzy zaskakująco swobodnie oraz z dowcipem, opowiadają, często sami przypominając sobie niektóre fakty, jak to kiedyś było...

 


Jacek Moczydłowski, Julisz Machulski i Jacek Bromski

Byliśmy zakolegowani z Jackiem Bromskim - robiliśmy podobne filmy, odnosiliśmy kasowe sukcesy i czuliśmy, że możemy nasze doświadczenie przekuć na pewną wartość, której jeszcze w polskim kinie nie było. (...) Namówiłem Jacka, byśmy poszli do Domaradzkiego: "Dobrze, przyjdziemy do ciebie, ale chcielibyśmy mieć jakiś wpływ na ten zespół, weź nas do rady artystycznej". A on na to: "No, chłopaki, to obiecałem już innym chłopakom". Ja na to: "To trudno", a wtedy Jacek: "Zaraz, a dlaczego to ty nie miałbyś kierować takim zespołem?". "No co ty, to zajmuje za dużo czasu, ja nie jestem gotowy". Bo to w moim życiu był taki okres, że bardziej chciałem skupić się na życiu niż pracy (...) - opowiada w książce Juliusz Machulski.

To jedynie fragment, ale dalej opowieść jest jeszcze bardziej fascynująca i odsłaniająca niektóre, często zabawne oraz zaskakujące, kulisy początków Zebry. Już jeden z dwóch pierwszych obrazów firmowanych logiem pasiastego pegaza miał czysto anegdotyczny przebieg. Mowa oczywiście o "Porno" Marka Koterskiego.

Kiedy chciało się ubiegać o zespół, warto było mieć wokół siebie jakieś grono. Zaproponowaliśmy udział Markowi Koterskiemu, którego obaj lubiliśmy. (...) Spotkał się z nami i już od progu: "Ach chłopaki, nareszcie czuję, że jestem w domu, nareszcie mam rodzinę, ojca i matkę". A potem, któryś z nas rzucił jakiś żarcik, a jemu twarz stężała. I mówi: "Boże, co ja zrobiłem, błąd największy, życiowy". I już chciał rezygnować - opowiada Bromski.

 


Marek Koterski

Z "Porno" była afera, bo mu to nie wyszło, niestety. (...) Wyszedł film, że tak powiem, gruby i mało śmieszny. Był też wątek przewodni - romantycznej miłości do Anny Romantowskiej, którą bohater wspominał, kiedy się kochał z kolejnymi panienkami. Jak to zobaczył kierownik produkcji, to wycofał nazwisko. Na kolaudacji "Porno" dostało dwójkę, co oznaczało katastrofę finansową - żadnej refundacji kosztów produkcji, wąskie rozpowszechnianie. (...) Nie było wyjścia, chociaż to niełatwa decyzja, niedotrzymanie terminów znaczyło praktycznie bankructwo zespołu, i to już po pierwszym filmie. No i ja montowałem. (...) No i zrobiłem tak, żeby migotało jak wideoklip. (...) Film poszedł na kolaudację i przeszedł tę kolaudację gładko. Koterski wrócił, obejrzał, trochę się boczył, ale na projekcji powtarzał tylko "Ale zapierdala!... Ale zapierdala!...". Po roku się przeprosił - kontynuuje swoją opowieść Bromski.

Powyższa książka to jednak nie tylko wspomnienia założycieli Studia, ale też ich współpracowników oraz osób, które miały okazję robić w "Zebrze" swoje filmy. Należą do nich między innymi Jerzy Stuhr i Krzysztof Krauze. Pierwszy zrobił w "Zebrze" "Historie miłosne", "Tydzień z życia mężczyzny", "Pogodę na jutro" i jak na razie ostatni swój film "Korowód". Z kolei Krauze zrealizował swoje sztandarowe dzieła, jak "Dług", "Mój Nikifor" czy boleśnie poruszający "Plac Zbawiciela".

 


"Historie miłosne"

Komisja scenariuszowa, działająca przy ministerstwie, źle oceniła mój scenariusz. (...) Z kilkoma kartkami scenariusza pod pacha najpierw poszedłem do prywatnych telewizji. Pomyślałem: oni tacy ambitni, to ich zainteresuje. Okazało się, że jest całkowicie odwrotnie. Jedynym, który mnie zrozumiał, okazał się Juliusz Machulski. I zaryzykował. Jego współpracownicy próbowali się wtrącać, a on - pamiętam to doskonale - powiedział: "Zostawcie go, bo mu spaprzecie film. Po waszych poprawkach, to nie będzie już jego film". Podczas pracy nad "Historiami miłosnymi" Julek okazał się moją największą ostoją - wspomina na kartach publikacji Jerzy Stuhr.

 


"Plac Zbawiciela"

Dobry producent podejmuje tylko kilka kluczowych decyzji. Wybiera temat, znajduje scenarzystę, reżysera, współdecyduje o obsadzie. I pielęgnuje projekt. (...) Większość porażek bierze się z tego, że projekt jest nieprzygotowany, okradziony z czasu i dobrej woli. Z drugiej strony nadobecność producenta też przeszkadza. Podziwiam chłopaków za to, że będąc reżyserami, oddają swój czas i pomysły innym. I nie przetrącają kręgosłupa. W "Zebrze" można powiedzieć "nie". (...) - dopowiada z kolei Krauze.

Przed potencjalnymi czytelnikami lektury, którą z pełną odpowiedzialnością warto dziś polecić, jest jeszcze wnikliwe podsumowanie dwudziestoletniej, produkcyjnej działalności firmy autorstwa Andrzeja Kołodyńskigo. Tekst "20 lat Zebry bilans na dziś" to skrupulatna i w najlepszym wydaniu, o czym świadczy podpisana pod nim osoba, analiza dokonań, roli Studia w polskiej kinematografii, a także próba określenia jego miejsca w najbliższej przyszłości.

 


"Psy"

Wielbiciele kina, poza warstwą czysto poznawczą, otrzymali za pośrednictwem omawianej tu książki wręcz kolekcjonerską charakterystykę powstałych w "Zebrze" tytułów. Poczynając od "Sztuki kochania" Jacka Bromskiego, poprzez "Krolla" i "Psy" Władysława Pasikowskiego, a na "Wszystko będzie dobrze" Tomasza Wiszniewskiego, "Hani" Janusza Kamińskiego i ostatnim, znajdującym się w tej chwili w fazie montażu, obrazem Juliusza Machulskiego "Ile waży koń trojański?", kończąc. W sumie 36 propozycji fabularnych.

 


"Ile waży koń trojański?"

Rzecz unikatowa, której nie powinna się powstydzić żadna domowa biblioteczka.

Artur Cichmiński
Żródło: stopklatka.pl
 

Od 2010 roku Filmowa Góra nominuje do Nagrody Polskiego Kina Niezależnego im. Jana Machulskiego


Wspiera nas:


Współorganizatorzy FG:





Wyszukiwarka

Odwiedziny


Wczoraj : 391